czwartek, 9 kwietnia 2015

Dobra babka nie jest zła. Drożdżowa babka Magdy Gessler







Składniki:
na dużą i wysoką formę do baby o średnicy ok. 28 cm

1/2 szklanki mleka
40 g świeżych drożdży
3 całe jaja
2 żółtka
szczypta soli
100 g cukru
100 g miękkiego masła
2 szklanki mąki pszennej
skórka starta z 1 cytryny
1/2 szklanki posiekanych bakalii (morele, rodzynki, żurawina itp.)
 
dodatkowo:
100 g cukru pudru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka wody
kandyzowana skórka pomarańczy, rodzynki  do ozdoby
 
 
W letnim mleku rozpuścić drożdże, dodać 1/3 szklanki mąki oraz 1 łyżeczkę cukru, zamieszać całość i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 10 minut, aby zaczyn zaczął pracować.
Do miski dodać całe jaja oraz żółtka i wraz z cukrem ubić na puch, następnie dodać startą skórkę z wyparzonej cytryny oraz sól i chwilę ucierać.
Kolejno dodać wyrośnięty zaczyn i pozostałą mąkę, miksować ok. 5 minut (końcówki haki- do ciasta drożdżowego) aż ciasto będzie miało jednolitą konsystencję.
Na końcu dodać masło pokrojone w mniejsze kawałki oraz bakalie obtoczone w mące i mieszać do połączenia się składników.
Tak przygotowaną masę pozostawić w misce, przykryć czystą ściereczką i odstawić na ok. 45 minut w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.
Formę z kominem posmarować masłem i posypać mąką, przełożyć ciasto i pozostawić jeszcze na ok. 15 minut, następnie włożyć do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika i piec przez ok. 30-40 minut do tzw. suchego patyczka.
Jeżeli w trakcie pieczenia wierzch baby za bardzo się przyrumieni należy przykryć go folią aluminiową i kontynuować czynność. Gotową babkę pozostawić w formie na kilkanaście minut, następnie przełożyć na kratkę i udekorować lukrem i bakaliami.
Smacznego.
źródło: kobiece inspiracje
 




niedziela, 5 kwietnia 2015

Mazurek malinowo kawowy




Mój pierwszy mazurek.
Zależało mi by nie był przesadnie słodki, bez grubej warstwy lukru, by bardziej przypominał tartę.
Połączenie kwaskowatych malin i kawowego musu zaintrygowało mnie, więc pośród setek przepisów dostępnych w internecie, wybrałam właśnie ten.
Cieniutki kruchy spód, piekłam kilka minut dłużej niż autorka. Ciasto jest bardzo plastyczne, nie ma problemu z wyłożeniem formy i jest go trochę więcej niż potrzeba do tej wielkości formy, więc można 1/3 zamrozić bądź upiec dwa spody to tartaletek.
Jedyne zastrzeżenie mam do konsystencji musu, który jest zbyt mazisty, może należałoby zmniejszyć ilość śmietanki?
Tak czy inaczej, smak jest najważniejszy a ten mazurek jest przepyszny!








Kruchy spód:

250 g mąki pszennej
150 g zimnego masła
50 g cukru pudru
1 żółtko
2 łyżki zimnej wody

Warstwa malinowa:

500 g gęstej, dobrej jakości konfitury malinowej

Mus kawowy:

150 ml śmietanki kremówki (najlepiej 36%)
200 g dobrej jakości białej czekolady
2 łyżki miałkiej kawy rozpuszczalnej
1 pełna łyżka masła 

Masło ścieramy do mąki wymieszanej z cukrem na grubych oczkach tarki a następnie dodajemy żółtko oraz wodę i zagniatamy gładkie ciasto.
Miękkie ciasto wałkujemy na podsypanej mąką stolnicy i wykładamy nim formę na tartę o średnicy 25 cm (również lekko podsypaną mąką) i  wstawiamy do lodówki na 2-3 godziny (u mnie stało w lodówce całą noc) a następnie wstawiamy ją do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około 20 minut. Ciasto powinno być rumiane, ale niezbyt mocno spieczone. Upieczone ciasto odstawiamy do całkowitego wystygnięcia. 
Konfiturę przekładamy do małego rondelka i gotujemy cały czas mieszając przez około 7 minut. Po zdjęciu z ognia odstawiamy ją na około 10-15 minut (od czasu do czasu mieszając) i wciąż ciepłą, płynną konfiturę przelewamy na wystudzone ciasto i odstawiamy do całkowitego wystudzenia i zastygnięcia. 
Śmietankę oraz masło umieszczamy w rondelku i podgrzewamy do chwili aż masło się rozpuści a śmietanka będzie mocno podgrzana (ale nie powinna się zagotować). Do gorącej śmietanki wsypujemy kawę i energicznie mieszamy rózgą aby wszystkie grudki się rozpuściły a następnie dodajemy połamaną czekoladę i nadal mieszamy do czasu aż się rozpuści. Gładką, jednolitą masę wylewamy na zastygniętą konfiturę. 
Kiedy masa kawowa wystygnie, mazurka wkładamy do lodówki na 2-3 godziny, a następnie dekorujemy według własnego uznania. Mazurek ponownie umieszczamy w lodówce i chłodzimy cała noc.
Smacznego
źródło: gotowanie cieszy





Wesołych Świąt!








czwartek, 26 marca 2015

Granola III. Moja ulubiona.








4 szklanki płatków owsianych górskich
0,5 szklanki orzechów laskowych
1 szklanka migdałów
0,5 szklanki rodzynek
0,5 szklanki żurawiny
0,5 szklanki pestek dyni
0,5 szklanki siemienia lnianego
oraz
8 łyżek miodu płynnego
3 łyżki cukru trzcinowego
5 łyżek oleju słonecznikowego
szczypta soli


 
W rondlu wymieszać miód z olejem, cukrem  i szczyptą soli. W razie potrzeby można go lekko podgrzać. Migdały i orzechy grubo posiekać. Płatki, migdały, orzechy i ziarna wymieszać z miodem i olejem. Wszystkie muszą być dobrze oblepione. Rozgrzać piekarnik do 150 stopni. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia i rozłożyć na nim granolę. Piec aż nabierze złotobrązowej barwy (ok 30 minut). Gorąca granola wydaje się wilgotna, jednak po wystygnięciu nabierać chrupkości. Wystudzoną pokruszyć i wymieszać z suszonymi owocami.
Smacznego.
źródło: smaki zycia



środa, 18 marca 2015

Chrup, Chrup... chrupiące ciasteczka owsiane








Składniki na około 45 ciastek:

200 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4  szklanki drobnego cukru do wypieków 
1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru muscovado
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
2,5 szklanki płatków owsianych, najlepiej górskich



Masło i biały cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodać cukier brązowy i kontynuować ucieranie. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki i zmiksować do otrzymania jednolitej masy.
Blachę do ciastek wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe, wedle uznania), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach, ciastka bardzo rosną na boki, ja układałam po 15szt na blachę.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia. Chwilę odczekać przed zdjęciem z blachy, potem studzić na kratce.
Smacznego.
źródło: moje wypieki




poniedziałek, 16 marca 2015

(Nie) Lubię poniedziałku

A może poniedziałek nie musi być taki zły?
Zwłaszcza że za oknem piękne słońce, temperatura rośnie a na ogródkowych winoroślach zauważyłam pierwsze pączki?
Kończę ostatnie strony książki i rękawem ocieram łzy, nie takiego zakończenia się spodziewałam.
Na pocieszenie robię sobie gorącą czekoladę, trwa to całe trzy minuty a tyle przyjemności.
Wprawdzie obiecałam sobie że od poniedziałku kończę ze słodyczami, wiosna idzie jest pretekst... ale czy  na pewno myślałam właśnie o tym poniedziałku?






Składniki na jedną porcję:

200ml mleka 3,2%
50g czekolady gorzkiej  


Mleko podgrzać w garnuszku. Dodać posiekaną czekoladę i mieszać aż do rozpuszczenia. Czekoladę można doprawić cynamonem, odrobiną chili. 
Zamiast mleka można użyć śmietanki, jednak dla mnie ta wersja jest zbyt słodka i ciężka. 
Trzeba znaleźć wariant odpowiedni dla siebie.
Dla dzieci można użyć czekolady mlecznej lub pomieszanej z gorzką, wtedy napój będzie słodszy.
Smacznego.


sobota, 14 marca 2015

Małe co nie co, czyli czekoladowe naleśniki z bananami




P: Kasiu, w przyszłym tygodniu spotykamy się na kawę, Iwo zdrowy?
Ja: Już całe trzy tygodnie chodzi do przedszkola
P: To spieszmy się z tą kawą kochana, spieszmy się... powiedziała kuzynka.
I nie zdążyłyśmy. 

Znów więc utknęliśmy w domu, mąż wyjechał na cały tydzień a Iwo dzień po jego wyjeździe dostał gorączki. Na szczęście został tylko kaszel i katar więc urywamy się na krótkie spacery.
Żeby było mi lżej to postanowił cały tydzień wstawać skoro świt, w końcu ma wolne więc szkoda tracić dnia, prawda? Ale żeby o 6.45? On? Do przedszkola na dziewiątą się nie wyrabiamy, bo królewicza nie sposób dobudzić. 
Później zaczyna się marudzenie: Czy dziś jest zupa? Jest? To najgorsza wiadomość dnia!
Zupy są w odwrocie od kilku tygodni, nawet ulubiona pomidorowa czy rosołek to przeprawa przez mękę.
No tak małe dzieci mały kłopot... To już pięciolatek który wygłosi półgodzinny monolog dlaczego on dziś zupy jeść nie będzie.
Gdzieś pomiędzy ciągłymi potyczkami, siadamy razem i gramy w SimCity. Nie jestem fanką gier komputerowych, ale ta naprawdę mnie wciągnęła. Projektujemy miasto, w fabrykach produkujemy stal, plastik i minerały by później w sklepach zamówić krzesła czy gwoździe. Zarabiamy na nowy posterunek policji, szpital i zastanawiamy się gdzie zrobić park. Później Iwo na kartkach rysuje sieci wodociągów i linie energetyczne a dziś zamknął się w pokoju na cztery godziny i buduje własne miasto z lego. 
Cztery godziny ciszy. Mam zakaz wchodzenia do jego pokoju, no cóż nie zmartwiłam się za bardzo, w końcu mogę przejrzeć nowy numer ulubionej gazety. 
Dopiero zapach smażonych naleśników sprawił że wyjrzał z pokoju. 
To z pewnością jedne z najlepszych naleśników jakie jadłam i na pewno będę wracać do tego przepisu, cóż połączenie czekolady i bananów jest idealne.
W sam raz na małe co nie co w leniwą sobotę.








Składniki:
2 jajka
500ml mleka, najlepiej 3,2%
szczypta soli
180-200g mąki pszennej tortowej
1 łyżka kakao
3 łyżki oleju rzepakowego

Oraz:
4 banany
krem orzechowy, czekoladowy np. nutella
2-3 łyżki masła
cukier puder

Wszystkie składniki ciasta dokładnie zmiksować i odstawić na 30 minut.
Następnie smażymy cienkie naleśniki, około 10 sztuk.
Usmażone naleśniki smarujemy nutellą ( od jej ilości zależy jak słodkie będzie nasze danie, naleśniki same w sobie nie są słodkie), układamy pokrojone banany i składamy naleśniki w trójkąty. Na patelni rozpuszczamy masło i smażymy naleśniki na małym ogniu z obu stron. Gotowe można posypać cukrem pudrem.
Smacznego.
Przepis pochodzi z książki "Cukiernia Lidla".





piątek, 13 marca 2015

Zapiekanka z łososiem i makaronem w serowym sosie





Składniki: 
300 g filetu łososia
sól i pieprz
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka oliwy
1 kulka (125 g) mozzarelli
450 g paczka mrożonych różyczek brokuł

100 g makaronu np w kształcie świderków lub penne (użyłam 200g)

Sos:
125 g serka Philadelphia (użyłam Almette)
30 g tartego Parmezanu
125 ml mleka
sól i pieprz do smaku
1/3 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
 

+ 4 łyżki tartego Parmezanu
 

Odciąć skórkę z łososia i sprawdzić czy nie ma ości, pokroić w większą kostkę (około 2 cm), włożyć do formy żaroodpornej, doprawić solą, pieprzem, dodać sok z cytryny i oliwę, wymieszać.
Makaron ugotować w osolonej wodzie, skracając czas gotowania o około 1 - 2 minuty, wyłowić łyżką cedzakową i wyłożyć na talerz.
Ugotować brokuły, uważając by ich nie rozgotować.
Piekarnik nagrzać do 190 stopni (góra i dół bez termoobiegu). Wstawić naczynie z łososiem i piec przez 10 minut, rybę wyjąć z piekarnika, ale piekarnika nie wyłączać.
Do małego garnka włożyć serek, dodać parmezan i mieszając roztopić na małym ogniu, wlać mleko i wymieszać na gładki sos, chwilę podgrzać na małym ogniu, doprawić solą, pieprzem i gałką. Odstawić z ognia.
Ugotowany makaron wymieszać z sosem serowym oraz pokrojoną na kosteczki mozzarellą, dodać do naczynia z łososiem razem z brokułami i wszystko delikatnie przemieszać i rozłożyć równomiernie w formie.
Całość posypać parmezanem i wstawić do piekarnika na 15 minut .
Smacznego.
źródło: kwestia smaku

sobota, 7 marca 2015

Murzynek z powidłami śliwkowymi




 

 
 Składniki:

125 gram masła 
3 jajka 
2 szklanki mąki pszennej 
5 łyżek powideł śliwkowych 
1 pełna szklanka cukru 
1  łyżeczka sody 
1 szklanka mleka 
5  łyżeczek ciemnego kakao

Mleko zagotować z cukrem, kakao, masłem, mieszając cały czas, wyłączyć i schłodzić.
Do przestudzonej masy stopniowo dodawać powidła, mąkę wymieszaną z sodą, żółtka, wszystko zmiksować do połączenia składników.
Z białek ubić pianę, dodać do ciasta, delikatnie wymieszać łyżką.
Formę keksową, u mnie o wymiarach 30x12 wyłożyć papierem do pieczenia, wlać ciasto i piec około 55 minut w temperaturze 180 stopni.
Wystudzić, polać polewą lub posypać cukrem pudrem.
źródło: z cukrem pudrem

Polewa kakaowa z żelatyną (zawsze błyszcząca):

4 łyżki cukru
2 łyżki kwaśnej śmietany
3 łyżki kakao
60 g masła
1 łyżeczka żelatyny



Żelatynę zalać niewielką ilością gorącej wody. Wymieszać, do rozpuszczenia. Resztę składników zagotować. Dodać  żelatynę do reszty masy. Wymieszać dobrze i przestudzić. Jak już lekko zgęstnieje, polać ciasto.
Uwaga: polewy z tego przepisu wychodzi nieznacznie więcej niż potrzeba do ciasta.
źródło: moje wypieki





czwartek, 5 marca 2015

Cottage pie, czyli zapiekanka wiejska




Cottage pie to nic innego niż zapiekanka z mielonego wołowego mięsa i ziemniaków.
Rozgrzewająca, sycąca, w sam raz gdy za oknem pogoda toczy ze sobą walkę. Raz wieje i pada, raz słońce przedziera się zza chmur by za chwilę zrzucić z nieba lodowe kuleczki.
Zapiekanka składa się z dwóch  warstw: wierzchniej, z purée ziemniaczanego, oraz spodniej, będącej potrawką z mielonego mięsa wołowego z dodatkiem  warzyw i przypraw. 
Klasyk kuchni angielskiej.
Polecam!

Składniki:

warstwa mięsno-warzywna:
650 g mięsa wołowego mielonego
2 duże cebule
3 ząbki czosnku
2 marchewki
2 łodygi selera naciowego
3 kopiaste łyżeczki koncentratu pomidorowego
2/3 szklanki wina czerwonego wytrawnego
1 mały liśc laurowy
1 łyżeczka tymianku
1/3 łyżeczki ziół prowansalskich
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki sosu Worcestershire
2 łyżki oliwy

purée ziemniaczane:
1 kg ziemniaków (waga po obraniu)
2 łyżki śmietany 18%
2 łyżki mleka
1 kopiasta łyżka masła
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu

Cebulę, marchew obrać i pokroić w kosteczkę, selera również drobno pokroić, a ząbki czosnku przecisnąć przez praskę.
Ziemniaki obrać i ugotować je w osolonej wodzie.
Na oliwie zeszklić cebulę i czosnek, po chwili dodać marchew i seler, a po ok. 5 minutach mięso.
Doprawić ziołami i pieprzem, po ok. 10 minutach, gdy mięso się przesmaży, wlać do niego wino i poczekać aż całe odparuje.
Następnie dodać przecier pomidorowy i trzymać na wolnym ogniu jeszcze przez 10 minut.
Na końcu mięso z warzywami posolić.
Ugotowane ziemniaki przecisnąć przez praskę i wymieszać ze śmietaną, mlekiem i masłem na gładką masę i doprawić solą i pieprzem.
W naczyniu wyłożyć najpierw masę mięsną, a na nią wyłożyć purée ziemniaczane.
Zapiekać  przez 30 do 35 minut, w 190°C z termoobiegiem, by purée się przyrumieniło.
Po upieczeniu odstawić na 5 minut, a następnie pokroić na kawałki.
Smacznego.
źródło: foto kulinarnie
 
 
 


sobota, 28 lutego 2015

Czy mogę coś słodkiego? Pieczone jabłka, z miodem i bakaliami



Czy mogę coś słodkiego? 
To pytanie słyszę kilka razy dziennie. W tygodniu rzadziej, w weekend średnio co godzinę.
I całe szczęście że Iwo, mimo że doskonale wie gdzie w domu są słodycze nie częstuje się sam. Zawsze pyta. Czasem wystarczy krówka, kostka czekolady, czasem garść rodzynek czy kilka orzeszków.
Ale dziś prawdziwa słodka uczta: pieczone jabłka z bakaliami i miodem. 
Do tego lody waniliowe... i uśmiech nie schodzi z twarzy mojego dziecka!




Składniki:
2 średnie jabłka
4 łyżki bakalii: orzechy włoskie, laskowe, rodzynki, suszone śliwki, żurawina itp.
2 łyżki płynnego miodu

Jabłka myjemy, osuszamy. Ścinamy czubki jabłek i wydrążamy gniazdo nasienne i trochę miąższu.
Bakalie drobno siekamy i  dokładnie mieszamy z miodem. Można dodać odrobinę cynamonu. Farszem nadziewamy jabłka, przykrywamy czubkami i zapiekamy w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni przez ok. 20 - 30 minut. Podajemy gorące, najlepiej z domowymi lodami waniliowymi, przepis tutaj.
Smacznego.





piątek, 27 lutego 2015

Lody waniliowe, na pocieszenie

Wracam.
Nie żebym gdzieś wyjeżdżała, czy przestała używać piekarnika, ale zapadłam w długi zimowy sen z którego właśnie się budzę. I choć zimy w tym roku praktycznie nie było ( może dwa razy zdarzyło mi się odśnieżać samochód) to energii jest we mnie poniżej dopuszczalnej normy. 
Na szczęście dni coraz dłuższe, temperatura w okolicach dziesięciu stopni i niemalże czuć wiosnę w powietrzu.
Syn też zlitował się nad matką i od trzech tygodni ciurkiem chodzi do przedszkola. Po wielu tygodniach przeplatanych kaszlem i katarem to miła odmiana. Co prawda wczoraj rozbił głowę i zaliczył pierwsze zszywanie, ale o tym innym razem.
Jest nieźle.
Zaczynam tęsknić za działką i z chęcią posiedziałabym wieczorową porą przed kominkiem, pograła w karty, a rankiem posłuchała śpiewu ptaków, bo nigdzie nie śpiewają tak pięknie jak tam. 
Albo poleżałabym na hamaku z kawałkiem kawowej bezy, choć nie hamak to złe miejsce. Za bardzo na widoku. Zaraz zleciałyby się sępy na "jednego gryza" i niewiele by mi zostało z mojej obłędnej bezy. Przy najbliższej okazji uwiecznię ją na zdjęciach i umieszczę na blogu. 
Było w ostatnim czasie kilka udanych wypieków, jak wspomniana wyżej beza czy angielska zapiekanka cottage pie, ale z racji tego że dzień krótki, a ja nie lubię zdjęć w sztucznym oświetleniu czy z użyciem lampy, najzwyczajniej w świecie nie zawsze zdążyłam ze zdjęciami. 
Było też kilka nowości które mnie nie zachwyciły, jak tort bezowy z migdałami  czy tort ormiański, choć zapowiadały się obiecująco. Zwykle jednak stawiałam na klasyki, a najwięcej w ostatnim czasie piekłam bez.

Z bezami jest taki kłopot, że zawsze zostają żółtka. Jedna beza = sześć żółtek. A gdy w jeden weekend piekę trzy bezy? No właśnie. 
Znalazłam dobre zastosowanie. Domowe lody czy budyń. Budyń waniliowy z tego przepisu  wyszedł przepyszny, najlepszy jeszcze lekko ciepły, ale oczywiście nie zdążyłam zrobić zdjęć. Znikł w kilka minut, zanim pomyślałam o aparacie.
Zdążyłam za to z lodami. Waniliowymi.
Siedzimy więc z synem w piątkowe popołudnie na kanapie, oglądamy po raz setny filmowego Garfielda z miseczką domowych lodów.






Składniki
Krem angielski:

500 ml mleka 
125 g drobnego cukru 
nasionka z 1 laski wanilii, przeciętej wzdłuż
6 żółtek
 
oraz:

100 ml śmietany kremówki

 
Do garnuszka wlać mleko, dodać 2/3 cukru i wanilię, na średnim ogniu doprowadzić do wrzenia. W międzyczasie roztrzepać w misce żółtka z resztą cukru, do uzyskania rzadkiego kremu. Gotujące się mleko wlać do żółtek, cały czas mieszając trzepaczką, wlać z powrotem do garnuszka.
Podgrzać na małym ogniu, mieszając drewnianą łyżką, aż krem będzie ją lekko oblepiał. Natychmiast zdjąć z ognia, nie doprowadzać do wrzenia - krem by się zważył. Przelać go do miski i pozostawić do ostygnięcia. Schłodzić w lodówce.
Zimny krem angielski wymieszać z zimną kremówką. Wlać do maszyny do lodów i dalej postępować wg jej instrukcji. Gotowe lody powinny być zwarte, ale zachowywać kremową konsystencję.
Osobiście nie posiadam maszyny do lodów i w takim przypadku polecam przez pierwsze trzy godziny co 30 minut wyjąć lody z zamrażarki i zmiksować.
Smacznego.
źródło: moje wypieki