Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody waniliowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody waniliowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2015

Lody waniliowe, na pocieszenie

Wracam.
Nie żebym gdzieś wyjeżdżała, czy przestała używać piekarnika, ale zapadłam w długi zimowy sen z którego właśnie się budzę. I choć zimy w tym roku praktycznie nie było ( może dwa razy zdarzyło mi się odśnieżać samochód) to energii jest we mnie poniżej dopuszczalnej normy. 
Na szczęście dni coraz dłuższe, temperatura w okolicach dziesięciu stopni i niemalże czuć wiosnę w powietrzu.
Syn też zlitował się nad matką i od trzech tygodni ciurkiem chodzi do przedszkola. Po wielu tygodniach przeplatanych kaszlem i katarem to miła odmiana. Co prawda wczoraj rozbił głowę i zaliczył pierwsze zszywanie, ale o tym innym razem.
Jest nieźle.
Zaczynam tęsknić za działką i z chęcią posiedziałabym wieczorową porą przed kominkiem, pograła w karty, a rankiem posłuchała śpiewu ptaków, bo nigdzie nie śpiewają tak pięknie jak tam. 
Albo poleżałabym na hamaku z kawałkiem kawowej bezy, choć nie hamak to złe miejsce. Za bardzo na widoku. Zaraz zleciałyby się sępy na "jednego gryza" i niewiele by mi zostało z mojej obłędnej bezy. Przy najbliższej okazji uwiecznię ją na zdjęciach i umieszczę na blogu. 
Było w ostatnim czasie kilka udanych wypieków, jak wspomniana wyżej beza czy angielska zapiekanka cottage pie, ale z racji tego że dzień krótki, a ja nie lubię zdjęć w sztucznym oświetleniu czy z użyciem lampy, najzwyczajniej w świecie nie zawsze zdążyłam ze zdjęciami. 
Było też kilka nowości które mnie nie zachwyciły, jak tort bezowy z migdałami  czy tort ormiański, choć zapowiadały się obiecująco. Zwykle jednak stawiałam na klasyki, a najwięcej w ostatnim czasie piekłam bez.

Z bezami jest taki kłopot, że zawsze zostają żółtka. Jedna beza = sześć żółtek. A gdy w jeden weekend piekę trzy bezy? No właśnie. 
Znalazłam dobre zastosowanie. Domowe lody czy budyń. Budyń waniliowy z tego przepisu  wyszedł przepyszny, najlepszy jeszcze lekko ciepły, ale oczywiście nie zdążyłam zrobić zdjęć. Znikł w kilka minut, zanim pomyślałam o aparacie.
Zdążyłam za to z lodami. Waniliowymi.
Siedzimy więc z synem w piątkowe popołudnie na kanapie, oglądamy po raz setny filmowego Garfielda z miseczką domowych lodów.






Składniki
Krem angielski:

500 ml mleka 
125 g drobnego cukru 
nasionka z 1 laski wanilii, przeciętej wzdłuż
6 żółtek
 
oraz:

100 ml śmietany kremówki

 
Do garnuszka wlać mleko, dodać 2/3 cukru i wanilię, na średnim ogniu doprowadzić do wrzenia. W międzyczasie roztrzepać w misce żółtka z resztą cukru, do uzyskania rzadkiego kremu. Gotujące się mleko wlać do żółtek, cały czas mieszając trzepaczką, wlać z powrotem do garnuszka.
Podgrzać na małym ogniu, mieszając drewnianą łyżką, aż krem będzie ją lekko oblepiał. Natychmiast zdjąć z ognia, nie doprowadzać do wrzenia - krem by się zważył. Przelać go do miski i pozostawić do ostygnięcia. Schłodzić w lodówce.
Zimny krem angielski wymieszać z zimną kremówką. Wlać do maszyny do lodów i dalej postępować wg jej instrukcji. Gotowe lody powinny być zwarte, ale zachowywać kremową konsystencję.
Osobiście nie posiadam maszyny do lodów i w takim przypadku polecam przez pierwsze trzy godziny co 30 minut wyjąć lody z zamrażarki i zmiksować.
Smacznego.
źródło: moje wypieki